Zaznacz stronę
Spread the love

Bohaterska walka z rasizmem jest jednym z zasadniczych punktów działalności współczesnej lewicy, zwłaszcza tej zachodniej. Urosła ona do rangi „walki klas”. Choć sama geneza tego zjawiska jest bardzo ciekawa, tu jednak pragnę skupić się na czymś innym. Poddam analizie znaczenie rzekomego rasizmu dla środowisk lewicowych, a także wskażę na absurdy do jakich to prowadzi.

Środowiska lewicowe uważają, że jakakolwiek reakcja negatywna względem dowolnej rasy (za wyjątkiem rasy białej, oczywiście) jest rasizmem. Kiedyś twierdzili ponadto, że podział ludzi na rasy jest bezsensowny i “naukowcy potwierdzają, że jest tylko jedna ludzka rasa”. Oczywiście jest to bzdurą w świetle dzisiejszych badań DNA (swoja drogą właśnie za to cenię genetykę -jest ona nieubłagana i nie pozostawia miejsca na dowolną interpretację), że – przykładowo –mieszkańcy Afryki i Europy różnią się bardziej od strony genetycznej (1-4% DNA) [1][2] niż pies i wilk (zaledwie 0.2% DNA) [3]. Pies i wilk to nie różne rasy, to dwa różne gatunki. Jak na dłoni więc widać, że różnice istnieją, choć wielu współczesnych lewaków stara się ich na siłę nie dostrzegać.

Geny "neandertalskie"

Istnieją różnice między rasami

Skoro istnieją wyraźnie różnice między rasami to dlaczego ich uwypuklanie jest według lewej strony czymś nagannym? Co ciekawe, uważają oni, że cała rasa biała jest rakiem na tkance Homo Sapiens. Paradoksalnie bardzo wielu ludzi, którzy głoszą tą tezę (szczególnie na amerykańskich uniwersytetach) ma biały kolor skóry. Pełnią oni tutaj rolę “użytecznych idiotów”, w dobrej wierze niszczących podstawy cywilizacji, która ich żywi i utrzymuje, podcinając tym samym gałąź, na której siedzą.

Nowoczesna lewica

Przejdźmy jednak do meritum. Czy dostrzeganie i uwypuklanie różnic między rasami, które według lewicowej definicji można nazwać rasizmem, jest czymś złym? Jeśli chcielibyśmy przyjąć, że takie postrzeganie stosunków międzyludzkich jest złe, to trzeba by też uznać dopingowanie swojej drużyny za coś nieodpowiedniego. Sytuacja jest analogiczna: w obydwu przypadkach identyfikujemy się z jakąś grupą (dla kibiców jest to ich drużyna lub konkretny zawodnik, dla “rasizmu” kolor skóry). Także w obu przypadkach jest wyraźne rozgraniczenie między „nimi” a „nami”.

Rasista

Identyfikacja z grupą jest ważnym elementem ludzkiej natury

Ludzie w ogóle lubią się identyfikować z jakąś konkretną grupą i jest to fakt potwierdzony naukowo. Jako ciekawostkę można przytoczyć eksperyment przeprowadzony przez Muzafera Sherifa w 1961 roku, podczas którego podzielono 2 grupy uczniów na dwa obozy, które sami uczestnicy nazwali Orły i Grzechotniki. Po tygodniu wewnętrznej integracji członków każdej z grup, pozwolono wejść w interakcję drużynom Orłów i Grzechotników. Okazało się, że powstało między nimi wiele tarć i konfliktów, do tego stopnia, że trzeba było chłopców fizycznie rozdzielić. Zadziwiające, zważywszy na to, że jeszcze tydzień wcześniej żaden z nich nie znał się z nikim ze swojej grupy. Eksperyment ten, jak i kilka podobnych, dowodzi, że w każdym człowieku tkwi naturalna chęć przynależności do jakiejś grupy, z którą mógłby się utożsamiać.

Swój do swojego

Istniej też zasada głosząca, że im więcej cech wspólnych posiadają jacyś ludzie, tym łatwiej i chętniej tworzą grupę, z którą się identyfikują. Kolokwialnie rzecz ujmując można powiedzieć, że „ciągnie swój do swego”. Do jednoczących cech zaliczamy język, pochodzenie, sposób myślenia, kulturę, z której się wywodzą, wyznawaną religię, a także wygląd zewnętrzny. W tym miejscu powracamy do różnic między rasami: nikt przy zdrowych zmysłach nie może zaprzeczyć, że przedstawiciele różnych ras różnią się między sobą wyglądem jak i kilkoma innymi cechami. Widać to na pierwszy rzut oka. Naturalnym więc będzie, że między innymi właśnie na linii rasowej, będą tworzyły się naturalne podziały. Nie ma w tym nic złego, choć sprawy mogą przyjąć niepożądany obrót, kiedy na różnice te, zaczniemy patrzeć przez pryzmat szowinizmu.

Nie bądź szowinistą

Czym jest szowinizm? Można go zobrazować następującym przykładem: kiedy kochający ojciec pragnie dla swych dzieci jak najlepiej – będzie to sytuacja naturalna. Jednakże, gdy ojciec uzna, że dla dobra swoich potomków należy zabijać dzieci sąsiadów – wówczas będzie to szowinizm.

Na paradoks zakrawa fakt, że moda na zwalczenie rasizmu i “torerancję” przysz

ła do nas z zachodu, z państw niegdyś ochoczo uczestniczących w podboju i kolonizacji Afryki oraz innych ziem. Wśród lewicowych wojowników znaleźli by się pewnie tacy, których przodkowie mieli ręce umoczone we krwi ludów kolonizowanych. Czy mają oni prawo pouczać nas, Polaków, historycznie rzecz ujmując jednego z najbardziej tolerancyjnych narodów Europy? Narracja jest taka, że jesteśmy białymi rasistami tylko z tego powodu, że istniejemy. Taki sposób postrzegania rzeczywistości zakrawa na aberrację umysłową. Trzeba tu nadmienić, że jeszcze w roku 1958 w Belgii istniało ZOO, gdzie na wybiegu można było obserwować murzyńską dziewczynkę. W Australii natomiast dopiero aktem prawnym z roku 1973 zniesiono segregację rasową. Zaledwie kilkadziesiąt lat później zachód próbuje pouczać nas na temat tolerancji. Cóż za hipokryzja!

Walska z rasizmem

Czy więc rasizm jest czymś złym?

Rasizm jako zjawisko polegające na podziale świata na lepszych i gorszych jest jednoznacznie i niezaprzeczalnie zły. Nie ma jednak absolutnie nic zdrożnego w byciu dumnym ze swojego pochodzenia i wlicza się w to także przynależność rasowa. Swoją droga warto tu wejść w małą dygresję i wyjaśnić jedną kwestię. Lewica i inni międzynarodowcy często wysuwają następujący argument: “jak można być dumnym z czegoś na co nie miało się najmniejszego wpływu? Jak można być dumnym z tego, że jest się Polakiem, Niemcem czy Chorwatem? Jak można kochać swoja ojczyznę, skoro się jej nie wybierało?”. Otóż wiele to mówi o moralności tych osób. Należało by ich zapytać, czy kochają własną matkę lub ojca? Przecież nie mieli najmniejszego wpływu na to kim jest ich matka czy ojciec? Jak więc mogą ich kochać? Ponadto wielu z nich wybiera swoją ojczyznę, a właściwie wypiera się jej, stając się nową międzynarodówką. Można więc wybrać, czy jest się Polakiem czy nie, poprzez prosty akt woli.

Naród Polski ma w powyższej sprawie (jak i w wielu innych kwestiach) historycznie czyste ręce. Nigdy nie niewoliliśmy ani nie eksterminowaliśmy żadnego narodu na masową skalę. Nie mamy się czego wstydzić i nie powinniśmy ulegać na tym polu lewicowej retoryce, zwanej „pedagogiką wstydu”. Nie jest rasizmem dostrzeganie oczywistych różnic między rasami oraz bycie dumnym ze swojego pochodzenia. Powinniśmy mówić o tym bez wstydu.

Lewicowa propaganda i czarne legendy

Także Kościół Katolicki wbrew czarnej legendzie jaką tworzą środowiska lewicowe, am czyste ręce w tej sprawie. W roku 1537 papież Paweł III w encyklice “Veritas ipsa” wystąpił przeciw jakimkolwiek próbom brania Indian do niewoli, a przemoc była piętnowana przez obecnych w Nowym Świecie duchownych. [4]
W tym samym roku papież Paweł III w bulli Sublimis Deus uznał Indian za byty racjonalne, wolne i jako takie zdolne do przyjęcia chrześcijaństwa; jednocześnie potępił niewolnictwo jakiegokolwiek człowieka, niezależnie od wyznawanej przez niego wiary. Pod wpływem papieskiego nauczania, w 1541 roku ustalono prawa Leye Nuevae de Las Indias. Ustanawiały one pełne równouprawnienie Indian i Hiszpanów. Zabroniono niewolnictwa, wprowadzono godziwą zapłatę oraz równe opodatkowanie. Indianie uzyskali takie same prawa jak inni poddani korony hiszpańskiej. A Ameryce północnej, gdzie dominowali protestanci, Indianom nie powodziło się już tak dobrze.

Rasizm jest zły, różnice są dobre

Rasizm jest czymś złym, bo ma podłoże szowinistyczne, właśnie takie jakie miało podczas kolonizacji innych kontynentów. Była to jednak sytuacja patologiczna, a żadna patologia nie może być podstawą do wyciągania wniosków na temat jakiegoś zjawiska. „Spatologizować” można dosłownie każdą ideę, nawet najbardziej szczytną, co z powodzeniem czyni od samego początku lewica. Przykładowo, nie każdy wie, że pełne hasło rewolucji francuskiej (a właściwie rewolucji antyfrancuskiej) brzmiało:

“Wolność, równość, braterstwo – ALBO ŚMIERĆ!“.

Innymi słowy wszyscy mamy się kochać i szanować, być tolerancyjni, a jeśli się z nami nie zgadzasz to obetniemy ci głowę. Typowe lewackie dwójmyślenie. Jest to schemat działań lewicy na każdym polu: weź jakąś (często szczytną) ideę, posuń ją do absurdu, a następnie stopniowo spraw, by stała się zaprzeczeniem samej siebie.

Wąż który zjada własny ogon

Dobrym przykładem może tu być równouprawnienie kobiet, które samo w sobie jest szczytną i jak najbardziej słuszną ideą (w sensie równości płci względem prawa). Jednak lewa strona doszła już do tego, że uczyniła z kobiet płeć nadmiernie uprzywilejowaną, tworzy się dla kobiet parytety na rożne stanowiska tylko ze względu na płeć, dyskryminując (nie lubię tego słowa, bo pochodzi z lewackiej nowomowy, ale pasuje tu jak ulał) mężczyzn i sprawiając, że wielu przedstawicieli płci męskiej nie dostaje się przez to na stanowiska, mimo że obiektywnie rzecz biorąc mają lepsze kwalifikacje. Feministki prowadzą obłudną i nacechowaną hipokryzją działalność, która nie ma już od dawna nic wspólnego z równouprawnieniem. Inny przykład z życia wzięty: studenci domagają się segregacji rasowej na uniwersytecie na Manhattanie, oczywiście w imię tolerancji i równouprawnienia [5].

Feministka

To samo tyczy się lewicowej tolerancji – w swoim pierwotnym znaczeniu słowo to oznaczało „cierpliwe znoszenie czyjegoś złego zachowania, z nadzieją na poprawę”. Teraz tolerancja oznacza akceptację wszystkiego bez wyjątku, nawet rzeczy ewidentnie złych i wynaturzonych. Nie tylko mamy akceptować czyjeś złe zachowanie, ale powinniśmy je popierać i wspierać, a jeśli nie, to stajemy się automatycznie homofobami, ksenofobami i innymi “-ami”. Pokazuje to w jakim stopniu marksiści przejęli władzę nad językiem, którym się posługujemy, a kto rządzi językiem, rządzi umysłami. Kłania się prorocza książka Orwella, „Rok 1984”. Tak na marginesie – uważam, że to właśnie nadmierna i źle rozumiana tolerancją była jedną z głównych przyczyn upadku I Rzeczpospolitej. Ale to temat na inny wpis.

Wnioski

Ostateczny wniosek jest więc taki: dopóki dostrzegamy, że świat jest ciekawy, że ludzie różnią się od siebie, jednocześnie jesteśmy dumni ze swojego pochodzenia (w tym także przynależności rasowej), to nie robimy niczego złego. Biali to nasza “drużyna”, której możemy dopingować i być dumni z jej sukcesów. To samo z inną, mniejszą “drużyną” pod nazwą “Polacy”. Źle dzieje się dopiero kiedy chcielibyśmy w jakiś zły i nieuczciwy sposób wyeliminować czy wręcz eksterminować inne drużyny, jak to czynili przez stulecia przedstawiciele świata zachodniego – to oni mają się czego wstydzić, nie my, bo to oni mają ręce po łokcie unurzane we krwi przedstawicieli innych ras i kultur.

Wpis pierwotnie umieszczony na Fan Page MyReakcja


Spread the love